czwartek, 27 kwietnia 2017

O tym jak nie spotkać boginki, albo jak spotkać mężczyznę będąc boginką

     Dzisiaj napiszę troszkę bardziej erotycznie. Nie musi być przecież zawsze strasznie i mroczno na blogu, prawda? Choć lekki dreszczyk i tak pozostanie w czytelnikach po przeczytaniu posta, to wierzę, iż u niektórych fantazja wzbije się na bardziej namiętny poziom. Kojarzycie może zjawisko demoniczne, w które wierzono niegdyś na terenach naszej kochanej Polski, zwane boginkami? Jeśli nie, to zapraszam do lektury.
kobieta demon
     Wyobrażano ją sobie na różne sposoby. Czasem zdarzało się w niektórych rejonach kraju, że miała postać kobiety wysuszonej, chudej i wysokiej. Mogła nosić na głowie czerwoną czapkę. 
      Przeważnie jednak kojarzona była jako młoda kobieta całkowicie naga, bez odzienia. Podobno miała wielkie piersi. Opisywano te demoniczne kobiety jakoby miały długie jasne włosy, albo włosy uplecione w długi warkocz. Coś pięknego! Naga kobieta nad brzegiem jeziora, odwrócona tyłem do brzegu z długim warkoczem uplecionym z włosów, oplatającym plecy. Po warkoczu spływały kropelki wody prosto na nagie pośladki i ramiona.
     Boginki pojawiały się na brzegach wód od wiosny do lata, więc jeśli pogoda się nam poprawi, to może zaczną odwiedzać akweny wodne, jak myślicie? Niestety demony te ukazywały się najczęściej w nocy około godziny 0.00. Zdarzało się to przed i po północy. Często można je było zaobserwować w czasie pełni księżyca, ale tzw. szczęściarzom zdarzało się spotkanie ponoć nawet po zachodzie słońca. 
     Piękne, nagie młode panie ukazywały się nad wodami i cóż one tam robiły? Otóż prały własną bieliznę w jeziorach, rzekach, może nawet w większych stawach. Całkiem nagie, umyte, uczesane czyściły własną bieliznę. Higieniczne czyścioszki, prawda? 
     Niestety okazuje się, że były bardzo zawzięte! Jeśli już postanowiły dopaść jakiegoś faceta, to miały tak silne potrzeby seksualne, że nawet diabeł nie mógł ich powstrzymać. W tamtych czasach zresztą diabła nawet jeszcze nie było. Nikt nie martwił się grzechami, każdy żył według swoich potrzeb naturalnych i było normalnie. Zasady obowiązywały, a panie nad rzeczką, piorące bieliznę w środku nocy nago, zwano demonami, więc nie mogło być najgorzej. Sam uważam, że demonami to dopiero je nazwano, gdy Mieszko I zmuszony został dyplomatycznie do wstąpienia w szeregi chrześcijan i to pewnie dość długo po tym. Do co najmniej tego czasu boginki były zapewne akceptowane przez środowiska plemienne i nikomu nie przeszkadzały aż tak bardzo, jak teraz "pedały", "murzynki", czy "psy". Wydaje mi się, że byliśmy bardzo tolerancyjnym społeczeństwem, jako Słowianie.             
      Teraz jako Polacy jesteśmy, jakby z dupy wyciągnięci. Pełni uprzedzeń i zabobonów religijnych. Każdy chce być lepszy od drugiego i szarpią się, jak hieny o zwykłą śmierdzącą padlinę, gdy chodzi o wpływy, bogactwo, jakiś tam poziom. Nie ma w nas tej mądrości, tolerancji. Została tylko obłuda, egoizm, zacofanie ludzkie okryte chmurką z piór i pierzy chrześcijańskiego miłosierdzia. 
    Otóż kiedyś, gdy ludziska spotykały boginki na plaży w środku nocy, to potrafili z tym żyć. Boginki żyły z tym równie dobrze, bo mogły sobie na brzeg ładnie wychodzić nago i prać tę swoją bieliznę. Jako zawzięte na wybranego mężczyznę niestety strasznie namiętnie się zachowywały, gdy takowy dotarł nad ten ciemny brzeg akwenu wodnego. Biedny nie miał wyjścia, tylko musiał je pieścić, całować, kochać się z nimi tak długo, aż zadowolił tą swoją zawziętą kochanicę. Nie miał wyjścia. Musiał kochać się strasznie długo i namiętnie. Gdyby odmówił, albo przerwał miłostki, skończyłoby się to dla niego tragicznie. Ponoć boginki wtedy takich mężczyzn biły mocno swymi wielkimi piersiami, tak silnie, aż ich sprowadzały na kres żywota. 
     Cóż miał więc czynić ów człek prawy, gdy w sidła boginki nagiej się dostał? Odpowiedzcie sobie sami na to pytanie. Nie miał wyjścia! Ratując swe życie musiał starać się, by takiej dogodzić, bo niebezpieczeństwo było ogromne! Demoniczna postać mogła zabić, nie miałaby wtedy żadnych zahamowań. 
    Dziwne to były istoty. Mnie kojarzą się z ekshibicjonistkami, nimfomankami. Głównie z nimfomankami, które przecież mają jakieś tam zaburzenia neurologiczne przeważnie, więc potrafią czasem działać impulsywnie. Pragną być zaspokojone, więc kombinują zawsze i wszędzie, jak zdobyć ciało tego mężczyzny w tym momencie. Jeśli się im uda, to w porządku. Gdy on wejdzie w związek dość niekorzystny, to ok. Niestety kiedy mężczyzna taki nie podoła zadaniu, to może stracić wiele, zostać zaduszonym psychicznie atrybutem seksualności partnerki o demonicznych cechach bez litości i na różne sposoby. 
     Na zakończenie pragnę polecić czytelniczkom, by pomyślały o tym, czy czasem nie jest warto umówić się z wybranym mężczyzną latem, bądź ciepła wiosną nad brzegiem jeziora przy wspólnym praniu damskiej bielizny. Może to być przysłowiowy haczyk, a przecież nie musimy być zawsze grzeczni, jak nam kościół nakazał, tylko możemy być sobą po prostu i akceptować innych, a będzie nam łatwiej umierać. Pozdrawiam i zapraszam do przemyśleń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz