piątek, 17 marca 2017

Seria mroczny piątek- brak muzy

      Dzisiejszy wieczór będzie niestety bezowocny na moim blogu. Porażka! Nawet nie zaproszę Was do mego pieca kaflowego na spotkanie, bo jest niby ciepły, ale powietrze ciężkie stoi przy nim. Opuściła mnie dzisiaj moja MUZA...


        Nie poznaliśmy się  tak do końca. Nie wiem jak miała na imię,  Może była to Kaliope, Może Klio, Erato, Euterpe? Nie wiem. Była kusząca, piękna, jednak dzisiaj nie przyszła. Nie zapukała, jak co piątek, ni lekko, ni mocno. Nie ukazała swych wdzięków, nie pocałowała na koniec, nie musnęła nawet. 
     Obraziłem ją? Może to lenistwo? Może to, że nie napisałem nic od poprzedniego piątku, choć okazji było mnóstwo? Może to przemęczenie? Może to morze, które szumi wiosną i kusi.Może jakiś demon siadł z dupskiem w kręgu i się śmieje? Nie wiem. 
     Dzięki kochani za oczekiwanie na kolejny wpis. Jest, jaki jest. Zrobiłem go z tego względu, że wiem, iż niektórzy czekają na kolejną opowieść. Kolejna opowieść jest o niej, o mojej Muzie. O tej, której nie znam, nie wiem, jak jej na imię, bo nie wiem, gdzie zaszufladkować swoją pisaninę.                  Pozdrawiam Was ze szczerym szacunkiem i życzę wszystkim, jak i sobie miłego weekendu, bez wymagań, bez konieczności, bez stresu. Tylko odpoczynek, spokój, cisza, ewentualnie hałaśliwa muzyka niechaj Was natchnie i mnie kolejną historią na kolejny tydzień.

2 komentarze:

  1. Miłego wypoczynku i powrotu Muzy życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, pomału wraca, wraz z nastaniem wiosny. To chyba było zimowe osłabienie, końcówka, part IV, albo zima reaktywacja. Jest lepiej, widzę ją pomału, jak się zbliża. Ładna!

      Usuń