piątek, 3 marca 2017

Piórko Latawicy - seria mroczny piątek

     Póki zima nie skończona, zapraszam ponownie pod kaflowy piec.  Tradycyjnie (nie ukrywam, że ciężko dzisiaj było zabrać się za to) będę snuł swą piątkową opowieść. Usiądźcie i słuchajcie. Możecie wtrącić słowo, jeśli chcecie, posłucham także chętnie. Opowieść o prawdziwej miłości serwuję dla Was tej nocy, byście pragnęli, jak bohater opowieści.



     Krystian przejrzał się w lustrze. Posmarował twarz kremem, wydłubał coś z nosa i wyszedł do pracy. Każdy dzień taki sam! Praca, piwo, spać. Jakieś szybkie żarcie, facebook, wiadomości w tv. Niekiedy nudny serial, dla zabicia nudy. Nic się nie dzieje! Zdarzy się w piątek spotkać wieczorem na piwie w barze, nawet w sobotę i do rana. Jednak i tak nudy. 
     Jako 24 latek nie miał zbyt ciekawej perspektywy. Sam wynajmował mieszkanie za kilkaset złotych miesięcznie plus rachunki. Starzy nie chcieli już go w domu, bo tylko chlał, nie pracował, nie sprzątał i takie tam. Głupstwa! Co niby miał robić? Dawali jeść? Dawali, no więc o co te żale. Przecież czasem odkurzył nawet ich sypialnię. 
     Najgorsze jednak były te pryszcze na twarzy. Nie chciały zginąć, wciąż wyrastały nowe, swędziały, babrały się, ropiały, krwawiły nawet czasem, gdy zadrapał. Nic nie można  z tym było zrobić. Próbował jakieś maści, smarowanie, zacieranie i wciąż nic! Dziewczyny nie chciały z nim gadać. Jedynie te pijane, ale to były głupie cipy. Tak uważał. 
      Marzyło mu się spotkać tą wymarzoną, najpiękniejszą, mądrą, porządną. Taką, która by zaopiekowała się nim, a on opiekowałby się nią. Pragnął czuć się odpowiedzialny za nią, tulić, całować. Rozmawiać z nią chciał dużo o wszystkim, o autach, piłce i fryzjerce, nawet o  bieliźnie damskiej. Chciał dla niej pracować, a nie przechlewać kasę bez sensu. Po co teraz mu to wszystko? Sam w pokoju, sam w łóżku, sam na zakupach.... Gówno, nie życie!
     Czekał na skrzyżowaniu na autobus. Zaraz wsiądzie i znów pojedzie dwa kilometry do roboty. Spotka w autobusie tych samych co zawsze ludzi, znów spytają się co słychać, odpowie, że nic, w porządku i tematy się skończą, bo w porządku. Zerknął na dach banku naprzeciw przystanku, po drugiej stronie ulicy. Niby nic, tylko z dachu przyglądała mu się czarna, jak smoła kawka, gapa, albo inny czarny ptak. Nie wiedział, jak go nazwać, bo nie znał się na ptaszkach. Tylko, że ten ptak dziwnie wpatrywał mu się w oczy. 
     Schylił się po kamień i szybkim ruchem rzucił w kierunku ptaka. Nie chciał trafić, tylko wystraszyć. Zwierz nie uciekł, tylko podleciał bliżej, na krawężnik, tuż obok plecaka z jedzeniem. Nadal wpatrywał się w oczy. wwiercał się w mózg tym wzrokiem. Dziwny jakiś, pomyślał Krystian i tupnął, by przepędzić ptaszysko. Nic się jednak nie stało. 
     W tym momencie podjechał autobus. Ptak odleciał na tył pojazdu i zniknął, nim autobus się zatrzymał. Spoza autokaru wyszła na chodnik nagle dziewczyna. Wsiadła wraz z nim do środka, sadowiąc się na przeciw. Była niesamowicie zajebista! Tak ją ocenił. Nie mógł od niej oderwać wzroku. Wydawało mu się, że ją zna bardzo dobrze, niczym siostrę, której niestety nigdy nie miał. Była jakby marzeniem ze snów i marzeniem spełnionym na jawie. Wpatrywała się w jego oczy, niesamowicie głęboko. Jak ta czarna wrona, pomyślał. Nie wiedział czemu, ale sam nie mógł oderwać oczu od jej urody. Podziwiał jak obraz, jak rzeźbę, jak muzykę. Czuł się, jakby cały Luwr w tym momencie zjawił się w tym właśnie obskurnym, śmierdzącym ludźmi niemytymi autobusie. Zapomniał, gdzie jedzie i jechał tak wraz z nią do końca trasy kierowcy.
     Na pętli nie mogli już zostać w autobusie. Wysiedli więc oboje, jako ostatni pasażerowie. Poszli razem kochać się na pobliską łąkę. Ot tak po prostu. Ona mówiła mu, że jest wspaniały, on zakochał się niesamowicie. Pierwsza miłość, pierwsze głaskanie ciał, pierwszy seks. Nie wiedział, co się stało, czym ją zachwycił, ale był z siebie dumny. Wiedział, że znalazł tą jedyną i chciał mieć z nią co najmniej troje dzieci. Wiedział, że będzie musiał zmienić pracę na lepszą, kupić jej dom, samochód, fundować kosmetyki, biżuterię, chciał składać jej śluby, niczym rycerz; wiedział to! Stał się dzisiaj mężczyzną, urósł do rangi superbohatera, nabrał powietrza w płuca, czuł się jak olbrzym!
     - Spodobały mi się Twoje pryszcze. Przypominają mi niebo podczas bezchmurnej nocy - powiedziała i wyszło z niego powietrze...
     -Śmiejesz się ze mnie? Bawisz się mną? - zapytał. Zauważył wtedy, że niebo nie jest bezchmurne, lecz szaro sine, bure, ciężkie od nagromadzonej pary. Nagle rozbłysło i od razu, w tym samym momencie zagrzmiało straszliwie. Takiej burzy jeszcze nie widział. Spojrzał w kierunku dziewczyny, a na ziemi dostrzegł tylko opalone czarne dwa piórka, które śmierdziały, jakby ktoś sobie włosy przypalił, odpalając skręta za blisko twarzy. Znikła, tak szybko, jak się zjawiła... Został tylko on sam, zakochany na śmierć, skrzywdzony, z pękniętym sercem, z marzeniami wypalonymi błyskiem pioruna, z czarnym humorem do końca swych dni nienasycony, niezakochany nigdy więcej. Szukał wciąż tej jedynej, jednak nie zaznał danego mu w tej jednej chwili szczęścia. Latawica napsuła mu w duszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz