piątek, 10 marca 2017

Opowieść o zerwanej sieci - seria mroczny piątek

     Tradycji zadość należy uczynić! Witam pięknie w ten księżycowy wieczór najwierniejszych czytelników opowieści z serii mroczny piątek. Coś sobie znalazłem, więc czemu nie podzielić się z Wami? Zapraszam, więc! Usiądźcie wygodnie przy mym piecu kaflowym. Ogrzejcie plecki, poczujcie kolejną opowieść, dajcie się ponieść, zatańczcie w świetle księżyca.


     Sławomir wyszedł z samego rana, choć można by było powiedzieć równie dobrze, że wyszedł w środku nocy, tak było wcześnie. Nie mógł już dłużej czekać w domu. Gdy się obudził, zaraz poczuł potrzebę sprawdzenia, czy coś większego się złapało, czy też nie. Koledzy, którzy mieli już doświadczenie w łowieniu ryb twierdzili, że tej nocy będzie miał słaby połów. On jednak wierzył, że księżycowa poświata przyniesie w sieci coś większego. Czuł to w kościach. Swędziały go i łamały tak, jak zawsze, gdy coś przeczuwał. Wierzył, że luna przywoła dla niego wspaniałą zdobycz. 
     Wsiadł na rower i pognał, jak szalony nad jezioro. Jeszcze było ciemno, gdy wyszedł z domu. Tylko tarcza łysego w pełni błyszczała na niebie pośród migoczących między drzewami gwiazd. Nie było zimno. Powinien być mróz nad rankiem, jednak czuć było dziwne ciepło. Może to z podekscytowania, które trzymało go od wczoraj...
    Kiedy już dotarł na miejsce, gorączkowo począł wyciągać sieć z wody. Ciągnął szybko, mocno, aż wylazła cała na brzeg. Pusta! Jakież zdziwienie go dopadło, Obejrzał ją teraz dokładnie, przyświecając sobie latarką. Może choć mała płotka się złapała? 
     Nagle oczom jego ukazała się okropnie wielka dziura na samym środku sieci. Rozerwane sznurki tworzyły wyrwę o średnicy zbliżonej do wielkości koła od "malucha". Po prawej stronie wplątane w sieć były długie włosy ludzkie. Mogłyby sięgać do bioder, średnio wysokiej kobiecie, lub niskiemu mężczyźnie, pomyślał. Dziwne te włosy. Nie powinno ich tu być, a jednak się znalazły. Skąd? 
     W tym momencie coś chlupnęło w wodzie z prawej strony brzegu. Spojrzał tam przestraszony. Dostrzegł na piaszczystym i rozświetlonym lekko światłem lunarnym brzegu,  sylwetkę jakiejś postaci. Nie wiedział, czy zawołać, czy schować się w krzakach. Postać jednak odwróciła się w jego kierunku. Księżyc oświetlił sylwetkę jaśniej i z bladej poświaty wyszła na brzeg z wody kobieta w długich włosach rozpuszczonych po same biodra. Błyszczały w lunarnej poświacie, niczym srebro. 
    Stał wmurowany. Oddychał głęboko, czuł krew w żyłach, która przyspieszyła swe krążenie. Kobieta na niedalekim brzegu zaśpiewała pięknie. Oczy jego rozszerzone patrzyły na nią, nie chcąc się odwrócić. Zapomniał o sieciach, bo patrzył, patrzył, na jej nagie, doskonale piękne ciało, skropione wodą, otulone, jakby mglistą suknią, idealne. Śpiewała dla niego, on patrzył, krew biła w żyłach, czuł swój oddech, jej śpiew, jej głos, jej urok...
     Nie myśląc już o niczym podszedł bliżej piękna, które wpatrywało się w niego, wołając wzrokiem, śpiewem. Patrzył się na nią, na jej ramiona, biodra, piersi, nogi, włosy, w jej oczy i lico. Przenikał wzrokiem mglistą zasłonę, która przy lekkim podmuchu wiatru falowała, odpływając lekko od ciała. Och, jakże chciał ujrzeć wszystko, dotknąć!
     Gdy podszedł dość blisko, ona przerwała śpiew. Weszła z powrotem do wody pomału. On wciąż szedł ku niej wpatrzony, wsłuchany we własne bicie serca, oddech szybki, pełny.Pragnął usłyszeć jeszcze raz pieśń.  Jej włosy pływały na powierzchni wody, falowały, a mgła znikła. Oczy kobiety, jak gwiazdy piękne patrzyły mu wprost w oczy. Wołała jego duszę do siebie. Nie myślał, Czuł tylko. Czuł, jak ubranie robi się mokre, zimne, jak woda ogarnia go wokół, a duch jego płynie gdzieś w głębi, do dna, do dna.


     Dziękuję Kochane Pszczółki za wysłuchanie tejże pięknej legendy, opowieści, czy jak wolicie relacji. Tym, którzy dotrwali do końca, w  ramach zadośćuczynienia umieszczam poniżej piękny tekst piosenki polskiego zespołu Leśne Licho, wraz z linkiem do piosenki pt. "Pani Jeziora" na YouTube. Zapraszam do słuchania i czytania:

Przez leśną głuszę chłopiec młody
Idzie za głosem, co wzywa go
Przed sobą ujrzał blask tafli wody
A w niej kobietę, co nęci go

W srebrzystej toni, Pani Jeziora
Wabi młodzieńców i wzywa ich
Ten co przybędzie uciec nie zdoła
Ciemne głębiny na wieki zamkną nad nim się

Biedny oj biedy chłopiec młody
Idzie za głosem w ciemną toń
Gdzie wód tych pani, wielkiej urody
Ręce unosi rzucając czar

W srebrzystej toni, Pani Jeziora
Wabi młodzieńców i wzywa ich
Ten co przybędzie uciec nie zdoła
Ciemne głębiny na wieki zamkną nad nim się

Dalej wciąż dalej ku wód głębinie
Prosto w ramiona kochanki swej
Wtem w nurtach wody chłopak ginie
Jakby wciągnięty w głąb siłą magii złej

W srebrzystej toni, Pani Jeziora
Wabi młodzieńców i wzywa ich
Ten co przybędzie uciec nie zdoła
Ciemne głębiny na wieki zamkną nad nim się

Płacze znów płacze Pani Jeziora
Za biednym chłopcem, straciła go
Tak od stuleci daremnie czeka
Na tego który od klątwy złej uwolni ją.

1 komentarz:

  1. Szczerze! Chowa się ta piosnka do Ballad Mickiewicza. Do pięt im nie dorasta. Porównując, to jest to niczym w porównaniu do twórczości Słowackiego i Mickiewicza i niestety tekst jest romantyczny, acz niepoetycki.

    OdpowiedzUsuń